Po Muzykoterapii nadszedł czas na gwiazdę wieczoru - Hey. Zanim jednak Hey pojawił się na deskach Stodoły, razem z Martą i Arturem debatowaliśmy na temat światła obecnego na koncertach i preferencji. Zarówno Marta jak i Artur stwierdzili, że niebieskie światło (obecne m.in. na Low) jest generalnie do chrzanu, na co ja nieopatrznie stwierdziłam, że niebieskie to ja akurat lubię. Bo lubię, fajne fotki w takim świetle wychodzą. Po czym wszedł Hey i tadaaam! Scenę wypełniło koszmarne niebieskie światło, które mnie kompletnie załamało i spowodowało, że koledzy po fachu zapewne boki będą zrywać. No koszmarnie było, no. Kasia Nosowska była oświetlona (jak dla mnie) fatalnie, od czasu do czasu jeździł po niej jakiś reflektorek, i jak się wpasowało w moment, kiedy oświetlił twarz, to była git malina. Jak nie to było coś takiego, co widzicie poniżej, hehe. Na szczęście foty robiliśmy przez 5, a nie standardowe 3 kawałki, więc gdzieś w okolicach 3 lub 4 piosenki światło zmieniło się na zielone, a potem na czerwono-pomarańczowe.
Przy okazji niechcący popełniłam tą oto fotkę, która mi się mega spodobała. A że gust mam wypaczony, więc nie zdziwię się, jeśli nikomu więcej się ona nie spodoba ;))
3 komentarze:
no, ładnie całkiem :]
pierwsze w swoim absurdzie jest naprawdę fajne!
pierwsze świetne! oto jak ważnym czynnikiem w fotografii jest przypadek ;) brakuje mi tu, Kara, trochę szerszych planó, a poza tym z fatalnym światłem poradziłaś sobie całkiem, przyznam, zawodowo :)
bo ja nie mam dobrego szerokiego, więc i szerszych kadrów u mnie brak ;) większość zdjęć robiłam 50tką, hehe. ale dzięki ;)
Prześlij komentarz